Letni wiaterek otulał Mitsuke twarz, przyjemnie go ochładzając. Chłopak leżał właśnie na rozległej łące, otoczonej dookoła niemrawo wyglądającą ścianą drzew. Zewsząd dolatywały śpiewy ptaków – to zaśpiewa słowik, zaraz potem zahuczy sowa, jakby próbowała odstraszyć jakiegoś nieproszonego gościa, który wtargnął do jej dziupli. Niebo ukazywało swoje błękitne oblicze. Słońce natomiast, nie zamierzało dzielić się swym ciepłem – wisiało nad głową czarnowłosego, spozierając na wszystko ukradkiem. Niestety, taki biedny, mały chłopaczek jak Tonodoshi potrzebował go teraz najbardziej. Potrzebował kogoś, kto doda mu otuchy, pocieszy, przytuli etc. Dlaczego? Otóż, kilka tygodni temu pewna niewiasta, imieniem Akitsu, w ciągu jednego dnia zawróciła mu w głowie i w ciągu tego samego dnia spadła z dachu pewnego sierocińca i słuch o niej zaginął. (I nie, to nie była jakaś ćpunka czy prostytutka, chociaż… Któż to wie?) A, prawda. Zostawiła tylko kartkę z wiadomością do rozszyfrowania.
W sumie, to właśnie dlatego wybrał akurat to miejsce do rozmyślań. Dla niej. Tylko… dlaczego? Czyżby zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia? Przecież zawsze wyśmiewał tego typu historyjki w tanich komediach romantycznych, które zazwyczaj oglądają kobiety. Ale teraz… Jakby się tak nad tym dłużej zastanowić… Może to i prawda.
Mitsuke podniósł głowę. Wisiała nad nim wielka chmura, coraz bardziej przybliżająca się ku chłopakowi. Mitsuke zauważył, że nie jest to zwyczajna chmura. Obłok kształtował się w coś, a dokładniej – w pentagram. Nie składał się z pary wodnej, spalin, czy czegokolwiek innego – składał się z dusz. W samym środku pentagramu unosiła się Ona. Tonodoshi od razu rozpoznał postać. Te włosy… Ta bladość bijąca od dziewczyny… Czyżby to była Akitsu? Wydawało się niemożliwym, by była to ona. Mimo wszystko wydawała się mu tak realna. Jednak coś było nie tak. Gdy obłok znajdował się centymetry nad głową czarnowłosego, chłopak mógł uważniej przyjrzeć się postaci.
Owa postać sama w sobie była upiorna. Jej twarz była niezdrowo blada. Czarne włosy zakrywały praktycznie całą jej twarz, przez co przypominała bardziej Samarę z "The Ring" aniżeli Akitsu.
Jej ciało otulała czarna koronka, na której gdzieniegdzie widniały większe i mniejsze dziury.
Postać zaśmiała się. Był to śmiech złowieszczy.
-Mitsu! – zaskrzeczała postać. - Niech świt zbudzi twe lęki.
W tej samej chwili chłopak ocknął się. Słowa odbijały się echem w jego głowie. Wszystko to, co widział, było tylko snem. A może aż snem?
W sumie, to właśnie dlatego wybrał akurat to miejsce do rozmyślań. Dla niej. Tylko… dlaczego? Czyżby zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia? Przecież zawsze wyśmiewał tego typu historyjki w tanich komediach romantycznych, które zazwyczaj oglądają kobiety. Ale teraz… Jakby się tak nad tym dłużej zastanowić… Może to i prawda.
Mitsuke podniósł głowę. Wisiała nad nim wielka chmura, coraz bardziej przybliżająca się ku chłopakowi. Mitsuke zauważył, że nie jest to zwyczajna chmura. Obłok kształtował się w coś, a dokładniej – w pentagram. Nie składał się z pary wodnej, spalin, czy czegokolwiek innego – składał się z dusz. W samym środku pentagramu unosiła się Ona. Tonodoshi od razu rozpoznał postać. Te włosy… Ta bladość bijąca od dziewczyny… Czyżby to była Akitsu? Wydawało się niemożliwym, by była to ona. Mimo wszystko wydawała się mu tak realna. Jednak coś było nie tak. Gdy obłok znajdował się centymetry nad głową czarnowłosego, chłopak mógł uważniej przyjrzeć się postaci.
Owa postać sama w sobie była upiorna. Jej twarz była niezdrowo blada. Czarne włosy zakrywały praktycznie całą jej twarz, przez co przypominała bardziej Samarę z "The Ring" aniżeli Akitsu.
Jej ciało otulała czarna koronka, na której gdzieniegdzie widniały większe i mniejsze dziury.
Postać zaśmiała się. Był to śmiech złowieszczy.
-Mitsu! – zaskrzeczała postać. - Niech świt zbudzi twe lęki.
W tej samej chwili chłopak ocknął się. Słowa odbijały się echem w jego głowie. Wszystko to, co widział, było tylko snem. A może aż snem?
Rozejrzał się. Słońce chyliło się ku zachodowi, nadając niebu prawdziwie abstrakcyjny wygląd – różowawe pasy splatały się z pomarańczowymi, te natomiast z niebieskimi i szaro-siwymi. Mitsuke powoli wstawał.
-To był sen. Tylko pieprzony sen! – krzyknął.
Widział ją. Widział Akitsu. To na pewno była ona. Jednak wyglądała tak, jak gdyby chciała doprowadzić do rozlewu krwi. Tonodoshi wyjął z kieszeni pomiętą kartkę. Była to wiadomość od czekoladowowłosej. Może, jeśli ją rozszyfruje, to dowie się więcej na temat dziewczyny? Może nawet ją odnajdzie?
Z tą myślą podążał do miejskiego parku. Szedł dobrych kilka minut. W końcu zatrzymał się przy jednej z ławek. Była inna niż wszystkie. Tę pokrywała odrapana farba, ale Mitsuke wybierał ją z jednego ważnego powodu – znajdowała się w najciemniejszym i najdalszym zakątku parku, toteż zawsze było tu cicho i spokojnie.
Powoli osunął się na ławkę. Przez chwilę obserwował ostatnie promienie słońca. Park powoli pustoszał. Została tylko grupka nastolatków, śmiejąca się i popijająca piwo, ale potem i oni poszli. Czarnowłosy siedział zamyślony. Rozmyślał o zagadce Akitsu. Nagle doznał olśnienia.
- Francja! Paryż! – krzyknął uradowany.
Pospiesznie wstał i równym krokiem zmierzał do domu. Było już piętnaście po dziesiątej – za dziesięć minut zaczynała się godzina policyjna, więc lepiej być w internacie wcześniej, ażeby to uniknąć przypału.
Uradowany szedł przez ulicę.
-To był sen. Tylko pieprzony sen! – krzyknął.
Widział ją. Widział Akitsu. To na pewno była ona. Jednak wyglądała tak, jak gdyby chciała doprowadzić do rozlewu krwi. Tonodoshi wyjął z kieszeni pomiętą kartkę. Była to wiadomość od czekoladowowłosej. Może, jeśli ją rozszyfruje, to dowie się więcej na temat dziewczyny? Może nawet ją odnajdzie?
Z tą myślą podążał do miejskiego parku. Szedł dobrych kilka minut. W końcu zatrzymał się przy jednej z ławek. Była inna niż wszystkie. Tę pokrywała odrapana farba, ale Mitsuke wybierał ją z jednego ważnego powodu – znajdowała się w najciemniejszym i najdalszym zakątku parku, toteż zawsze było tu cicho i spokojnie.
Powoli osunął się na ławkę. Przez chwilę obserwował ostatnie promienie słońca. Park powoli pustoszał. Została tylko grupka nastolatków, śmiejąca się i popijająca piwo, ale potem i oni poszli. Czarnowłosy siedział zamyślony. Rozmyślał o zagadce Akitsu. Nagle doznał olśnienia.
- Francja! Paryż! – krzyknął uradowany.
Pospiesznie wstał i równym krokiem zmierzał do domu. Było już piętnaście po dziesiątej – za dziesięć minut zaczynała się godzina policyjna, więc lepiej być w internacie wcześniej, ażeby to uniknąć przypału.
Uradowany szedł przez ulicę.
Był szczęśliwy – w końcu odnajdzie Akitsu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz