3 lipca 2014

[YAOI] Trap Of Love.

31 stycznia 1967 roku. Dzień niczym nieróżniący się od pozostałych.
Wróć.
31 stycznia 1967 roku. Dzień śmierci mojego ukochanego.
Choć minęło tak wiele czasu, nadal cierpię. Wciąż zadaję wiele pytań, na które nie dostaję żadnej odpowiedzi.
   Siedzę teraz w zamkniętym pokoju, a jedyne, co mi pozostało, to papier i pióro. No i, oczywiście, miłość do niego. Miłość tak głęboka jak najgłębsze z mórz, tak bezkresna jak bezkresny jest nieboskłon. Wydaje mi się, że chyba tylko to uczucie utrzymuje mnie przy życiu...
 Pamiętam, kiedy któregoś dnia zapytał mnie o to, co zrobię, gdy jego już nie będzie. Odpowiedziałem, że będę tęsknić za nim, za jego bliskością, czułym dotykiem, cichym szeptem. Uśmiechnął się tylko i pocałował mnie, ale z jego oczu "wyczytałem" mieszankę uczuć: od radości, przez namiętność, aż po ból i cierpienie. Wtedy nie rozumiałem, dlaczego ujrzałem te ostatnie. Teraz mogę tylko snuć domysły... Czyżby wiedział, że wkrótce umrze? A może chciał upewnić się czy naprawdę go  kocham?
   Spoglądam przez okno. Widzę stary dąb, zewsząd otoczony językami mroku. Nagle ktoś pojawia się tuż obok. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę. To ON. Uśmiecha się, jak to miał w zwyczaju, chodząc wokół drzewa. Wiatr rozwiewa jego kruczoczarne włosy, muska porcelanową skórę. Przecieram oczy i już go nie widzę. Smutnieję, lecz nagle słyszę cichy szept skierowany wprost do mojego ucha.  
- Pragnę cię… Pragnę, ukochany! 
Słyszę słowa coraz wyraźniej. Zdaję sobie sprawę z tego, że obok stoi duch mojego zmarłego kochanka. Zjawa swymi zimnymi dłońmi popycha mnie delikatnie na łóżko. Czuję na sobie znajomy ciężar drobnego ciała. Oddycham ciężko, zatracając się w chwili. Nasze usta łączą się w długim pocałunku, a dłonie ze sobą splatają.  Zaczynam zasypiać. Poddaję się temu uczuciu i zamykam oczy.
   Nastał ranek. Wydarzenia wczorajszej nocy dały mi sporo do myślenia. Postanowiłem odwiedzić jego grób. Może wydać się to dziwne, ale od czasu pogrzebu nigdy więcej nie wracałem w to miejsce. Zbyt mocno dotknęła mnie śmierć ukochanego, nie zniósłbym bólu. Może to był mój błąd? Błąd, który odbija się na mojej psychice. Błąd, przez który odizolowałem się od ludzi.
To dlatego stoję tutaj, przed grobem mojej jedynej miłości. Czas naprawić błąd. Pochylam się, wsłuchując we wszechogarniającą ciszę, i kładę białą różę tuż koło znicza. Wyczuwam jego obecność, tak jakby przez cały czas mnie obserwował. Zaczynam wszystko rozumieć, choć obaj milczymy.
- Kocham cię, Shin - szepnąłem -  i zawsze będę.
Poczułem coś zimnego otulającego moją szyję. Silniej zawiał wiatr.
   Wychodząc z cmentarza, poczułem ulgę. Wielką ulgę. Jak gdyby moja spętana łańcuchami dusza mogła znów swobodnie istnieć. Tak, to moment, na który od tak dawna czekałem. Moment, dzięki któremu zrozumiałem, że uczucie łączące mnie i Shina jest wieczne. Zrozumiałem również to, że nieważne w jakiej sytuacji emocjonalnej znajduje się człowiek, zawsze powinien pamiętać o tych, których nie ma na tym świecie, bowiem dzięki wspomnieniom możemy przywrócić osoby nam bliskie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz