28 sierpnia 2011

Zjawa

   Idę ciemną ulicą. Jest już późno. Raz po raz zaświeci zepsuta latarnia. Wtedy przyśpieszam kroku. „Jeszcze  jedno skrzyżowanie i będę w domu…” – pocieszam się w myślach. Słyszę szmer, odwracam się. Widzę zarys jakiejś postaci. Podchodzi bliżej kilka kroków. Teraz widzę ją wyraźniej… To chłopak o kredowobiałej cerze. Kosmyki złotych włosów delikatnie opadają mu na zarumienione policzki. Patrzy na mnie czerwonymi oczyma. Jego spojrzenie - mroczne, aczkolwiek głębokie i nieprzerwane - wędruje po mym ciele, znacznie podnosząc jego temperaturę. Tętno przyspiesza, serce bije mocniej. Wtem, znalazł się tuż obok mnie. Wyciąga rękę i spokojnym głosem mówi: 
- W uszach nadal słyszę dźwięk Twojej rozdartej duszy.
I znika w świetle latarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz